Reklama

Legio na czterech łapachLegionowskiListy do redakcjiNajważniejsze

Wieliszew: Wył z bólu na środku drogi (Uwaga na drastyczne zdjęcia)

Reklama

Do Redakcji Legio24 wpłynął wstrząsający list od czytelnika, który był świadkiem dramatycznej sytuacji na jednej z dróg w gminie Wieliszew. Opis zdarzenia oraz opis zachowania służb, daje do zrozumienia, że mimo dużych kwot jakie gmina przeznacza na opiekę nad zwierzętami, nadal system ten nie działa jak należy. Pieniędzy nie brakuje, brakuje wiedzy i przede wszystkim zwykłej ludzkiej wrażliwości.

Reklama

 List do redakcji

Szanowna redakcjo. Późnym wieczorem, w piątek 7 listopada na ulicy Nowodworskiej w miejscowości Góra gmina Wieliszew na środku ulicy leżał potrącony pies ważący ok. 20 kg podobny do owczarka niemieckiego. Pies był przytomny, wyraźnie miał problemy z poruszaniem się, leżał w kałuży krwi, miał przerażającą ranę oka i głowy, wył z bólu. Wokół leżały drobne elementy samochodu, które prawdopodobnie odpadły podczas zderzenia. Ani samochodu, ani kierowcy, ani świadków nie było na miejscu zdarzenia. Próbowałem zorganizować jakąś pomoc. Pani z telefonu alarmowego 112 właściwie nie miała pojęcia, co się robi w takich sytuacjach, policja odmówiła przyjazdu na miejsce zdarzenia. wybrany numer 986 skierował mnie do najbliższej komendy straży miejskiej w Nowym Dworze Mazowieckim. Mój rozmówca był bardzo przemiły i w równym stopniu niekompetentny przyznając się, że nie ma pojęcia co robić, nadmieniając jedynie, że to nie jest teren objęty jurysdykcją straży miejskiej w Nowym Dworze Mazowieckim. Zaproponował, żebym wziął psa i zawiózł do jakiegoś weterynarza

Szczęściem w nieszczęściu całego zdarzenia okazało się, że kierowcą drugiego pojazdu, który się zatrzymał był lekarz weterynarii, właściciel całodobowej lecznicy w Legionowie. Państwo wracali do domu prosto z lotniska. Ów człowiek od razu powiedział, że szukanie pomocy u służb do tego powołanych nie ma sensu. Pierwsze co usłyszałem od lekarza weterynarii to , aby pod żadnym pozorem nie dotykać zwierzęcia, bo mogę i ja stać się ofiarą, ponieważ zwierzę w szoku może poważnie ugryźć, a jak wspomniałem pies był wielkości owczarka niemieckiego. Ta rada w dosyć dużej sprzeczności stała wobec uwag strażnika miejskiego. Profesjonalnie zajął się sprawą, poinformował mnie o tym, że udzieli psu pomocy i zabrał do swojego prywatnego samochodu. Pozostając z człowiekiem w kontakcie telefonicznym wiem o dalszym losie zwierzęcia i jego tragicznym końcu.

Mam pytanie, które chciałbym zadać władzom gminy na łamach Państwa gazety. Czy są przewidziane jakiekolwiek procedury w takich sytuacjach w gminie WIeliszew? Wszak wiadome mi jest, że opieka nad zwierzętami bezpańskimi leży po stronie gminy. Czy policja nie ma obowiązku zareagowania na zgłoszenie o wypadku drogowym z udziałem zwierzęcia? Kilka kilometrów dalej zauważyłem patrol czający się w krzakach z radarem. Czy jest sens istnienia telefonu ratunkowego 112 skoro pani odbierająca nie ma zielonego pojęcia po co tam traci czas? Czy gdyby nie było zbiegu okoliczności i nie pojawiłby się przypadkowy fachowiec, to pies umierałby kolejne godziny w męczarniach, gdzie jedynym możliwym zbawieniem byłoby rozjechanie przez ewentualną ciężarówkę, a mnie razem z nim?

/Zachowano oryginalną pisownię listu. Imię i nazwisko autora do wiadomości redakcji/

 

Na początku roku opisywaliśmy podobną sytuację. Otrzymaliśmy wówczas zapewnienie, że wszystkie służby zarówno policja jak i straż miejska zostały przeszkolone w zakresie postępowania w przypadkach dotyczących potrąceń zwierząt. Każda z gmin ma podpisaną umowę z lecznicą, która zajmuje się udzielaniem pomocy lub usypianiem zwierzęcia. Wszystko po to, by uniknąć niepotrzebnego cierpienia. Teoretycznie więc zgłoszenie o rannym zwierzęciu z terenu gminy Wieliszew powinno trafić do radnego powiatu legionowskiego Mirosław Kado, który z racji wykonywanego zawodu i funduszy otrzymywanych z gminy, powinien pomóc… Dlaczego ten system nie działa?

Umowy z gminą

Od kilku lat w gminie Wieliszew zwierzętami zajmuje się stały podmiot. –Uprzejmie informuję, że Gmina Wieliszew na opiekę weterynaryjną nad bezdomnymi zwierzętami ma umowę podpisaną z Lecznicą Weterynaryjną Doktora Mirosława Kado w Łajskach przy ul. Nowodworskiej 93A. Opieką weterynaryjną objęte są poszkodowane zwierzęta bezdomne, których przyjęcie do lecznicy następuje po telefonicznym zgłoszeniu przez pracownika Urzędu Gminy, a w szczególnych wypadkach po zgłoszeniu przez Policję. Usługa realizowana jest również w niedzielę i święta – tak informował UG Wieliszew w 2013 roku. Kilka miesięcy później, po kolejnym tego typu incydencie otrzymaliśmy podobne wyjaśnienia – Umowa z Lecznicą Weterynaryjną doktora Mirosława Kado dotyczy udzielania pomocy jedynie zwierzętom domowym poszkodowanym w wypadkach drogowych. Takie zdarzenia należy zgłaszać do Urzędu Gminy Wieliszew pod nr tel. 22 782 22 32, w godzinach pracy Urzędu. Poza godzinami pracy Urzędu do Komisariatu Policji w Wieliszewie. Zdarzenia drogowe, których uczestnikami są zwierzęta dzikie, należy zgłaszać bezpośrednio na Policję. Pomoc zwierzętom domowym  jest udzielana również w niedziele i święta oraz poza godzinami pracy Urzędu – ta informacja przysłana została w 2014 roku. Można więc z całą pewnością powiedzieć, że służby mają wiedzę, kogo muszą powiadomić. Dlaczego więc odmówiono pomocy?

System jest. Winni są ludzie

Często osoby, które znajdują ranne zwierzęta nie otrzymują pomocy. Wkładają psa do samochodu i zawożą do najbliższej lecznicy. Lecznice występują do urzędów o zwrot kosztów za leczenie i nie otrzymują funduszy, bowiem jeśli wypadek ma miejsce w innej gminie, urząd nie chce płacić. Próby rozmów z urzędnikami czy służbami porządkowymi to droga przez mękę. A wystarczyłby tylko jeden telefon…

Polska szara strefa

Oprócz umowy z firmą w Łajskach, gmina Wieliszew przez ostatnie lata płaciła również innych weterynarzom za różne usługi. Za odławianie, leczenie, transport do schroniska, pobyt w schronisku… Bazując na dokumentach i doświadczeniach z ostatnich lat można stwierdzić, że strefa bezdomnych zwierząt w Polsce i na terenie powiatu legionowskiego, to szara strefa, która pozostaje praktycznie bez kontroli. Niektóre gminy (są bowiem wyjątki) nie tylko nie wiedzą za co płacą, ale też nie chcą sprawdzać usługodawców czy też ich kontrolować. Pieniądze płyną,  system nadal nie działa, a zwierzęta cierpią.

Na prośbę czytelnika, który w piątkowy wieczór nie mógł doprosić się pomocy ze strony służb porządkowych, publikujemy zdjęcia psa. Zwierzę zostało zabrane samochodem do weterynarza i po walce o jego życie, uśpione. Zamieszczamy je,  mimo, że są one drastyczne, po to by ktoś kto siedzi za biurkiem i odbiera telefony, miał świadomość, że zwierzę też czuje…

/iw/

Tagi
Może zainteresuje Cię także...

Inne wiadomości na Legio24.pl

16 razy komentowano

  1. Szanowne Jessie. poszkodowane są zwierzęta nie schroniska. Schroniska nie są utrzymywane przez gminy, tylko podpisują z gminami umowy na podstawie przetargu, najczęściej będąc firmami lub firmami udającymi organizację działającą pro bono. Raport NIKu to dokładnie określił. Dlatego też są zarzuty wobec schronisk, że nie wywiązują się ze swojej pracy jak należy.

  2. Abstrachując od całego artykułu, który świadczy o straszliwej ignorancji służb pragnę odpowiedzieć na niektóre komentarze. Czytając je strasznie razi mnie fakt, że ludzie nie wiedzą jak działają schroniska. Niestety. Ależ oczywiście nie przeszkadza to w wydawaniu osądów. Proszę nie mieć pretensji do schronisk, że nie chcą przyjmować psów od osób prywatnych. Gdyby każdy mógł oddać tak po prostu psa do schroniska, każde pękałoby w szwach. Schroniska są finansowane przez gminy, z którymi mają podpisane umowy. Pan Barnaba wielce oburzył się kwotą, jaką dostaje schronisko za zaopiekowanie się psem. Pragnę więc zapytać, ile Pana zdaniem powinno otrzymać schronisko, aby nie nazywał Pan tego “kuriozum”? 10zł? a może 100zł? Byłoby super, prawda? Szkoda tylko, że zarówno Pan, jak i inni, nieświadomi ludzie nie wiecie ile kosztują podstawowe zabiegi, jakie schronisko wykonuje psu, bo sami tego nie robicie! Nie wiecie ile kosztuje komplet szczepień, czipowanie i sterylizacja! Większość ludzie nie szczepi swoich psów, nie mówiąc już o czipowaniu i sterylizacji. Bo po co. Chce mi się zatem śmiać, gdy czytam takie wypowiedzi. Co więcej, trzeba także liczyć się z tym, że pies w schronisku musi jeść i mieć zapewnioną opiekę weterynaryjną, ot co. Kwota, która gmina przeznacza na psa jest JEDNORAZOWA. Schronisko nie posiada wróżek, które powiedzą, czy pies będzie w nim pzebywać tydzień, 3 miesiące, czy kilka LAT. Proszę zatem nie rozśmieszać mnie, twierdząc, że kwota 3.000zł to dla Pana kuriozum. Na marginesie, każda gmina płaci inną kwotę, więc proszę sobie nie zapamiętywać tej jednej, ponieważ w każdym przypadku jest ona inna.

    Każdy myślący trzeźwo człowiek widząc psa na ulicy powinien zadzwonić do Straży Miejskiej lub Policji, jeśli w danej miejscowości SM nie istnieje. KAŻDA gmina ma OBOWIĄZEK zająć się bezdomnym psem. Proszę zatem uświadomić Straż Miejską lub Policję, że MUSZĄ zabrać psa. Fakt, iż nie stosują się do swoich obowiązków jest przerażający. My jednak jesteśmy po to, aby im pokazać, że MY- ludzie, którzy opłacają ich pensje wiemy, co powinni zrobić w sytuacji, gdy na ich terenie znajduje się bezdomny pies. Od nas zależy to, jak ci ludzie będą pracować. Dlatego nie odpuszczajmy im i nie miejmy pretensji do schronisk bo to one są niestety najbardziej poszkodowane.

  3. W czasach dzisiejszych liczy się tylko prędkość i prędkość, brak szacunku dla przepisów oraz zero myślenia logicznego za kierownicą. Ludzie w obszarach zabudowanych poruszają sie autami jak idioci, nie zważając ani na ludzi ani tym bardziej na zwierzęta wałęsające po poboczach. Według mnie kierowca jadący w Wieliszewie 80km/h to kretyn i potencjalny morderca(oj “nieumyślny”). Nie ma znaczenia czy jedzie się autem osobowym czy ciężarowym – prędkość to królowa dróg. Ostatnio zginął tragicznie kierowca ciężarówki na drodze krajowej 62 obywatel (chyba rosyjski). Jeżdżę ta droga codziennie i wyprzedzanie przez ciężarówki (moja prędkośc 90km/h) to standard – szczególnie w miejscowości za którą zginał ten kierowca.(50km/h dla ciężarówki? toż to tamowanie ruchu!!!!!!!!!!!) Każdy to widzi i nikt nic nie robi, więc pechowcy-rajdowcy niech giną w płomieniach, na drzewach i w rowach byleby ze sobą nie zabierali niewinnych ludzi.

  4. Pamiętajmy, że niedługo wybory i może warto pomyśleć kogo wybrać, może nowe spojrzenie na los zwierząt by się przydał. Tylko czy ktoś z kandydatów ma taki cel- Pomóc zwierzętom? Wypisują bzdury na ulotkach, pomysły z kosmosu, a my chcemy prostych rozwiązań, łatwych i dostępnych.
    A tak na marginesie. Pan z pogotowia do matki osoby niepełnosprawnej powiedział niedawno: no tak do pijaków jeździmy, to i do dziecka pojedziemy…Więc co tu komentować naszą wrażliwość, skoro jej nie mamy w stosunku do dzieci niepełnosprawnych…to skąd niby do cierpiących zwierząt.

  5. Panie Marku policjant nie ma prawa zastrzelić psa. Teoretycznie jedynie jest taka możliwość na wyraźne polecenie lekarza weterynarii.
    Rolą policji czy straży miejskiej w takiej sytuacji jest przede wszystkim zabezpieczenie miejsca wypadku przed możliwością wystąpienia jakiegoś dodatkowego niebezpieczeństwa.

  6. A czemu policja nie przyjęła zgłoszenia? Czy redakcja ustalała? Przecież doszło do zdarzenia drogowego. Uczestnik uciekł z miejsca zdarzenia nie powiadamiając żadnych służb ani nie udzielając pomocy…

    Jeśli policjant widzi że zwierze kona ma prawo ulżyć mu w cierpieniu poprzez oddanie strzału z broni służbowej….

    Tylko właśnie.. trzeba chcieć pomóc….

  7. Dzwoniąc na 112, 998 czy 986 jak napisano w artykule łączy się bezpośrednio z najbliższą komendą policji, straży miejskiej Panie Pawle, skoro SM nie ma w Wieliszewie, połączono z NDM, z policją rozmawiali miejscową. Więc jak widać, tu chodzi o to że panowie z centrali, żaden z nich nie potrafił udzielić informacji gdzie jeszcze można zadzwonić by pomóc konającemu w środku nocy psu. Pies umierał, być może od kilku godzin…. fundacje w środku nocy także by nie pomogły, bo to nie ich pomoc była potrzebna w tamtym momencie…tylko pomoc lekarza weterynarii, a żaden z funkcjonariuszy nie potrafił powiedzieć co zrobić w tak trudnej sytuacji…

  8. Chylę czoło przed postawą pana, który próbował ratować psiaka…

  9. Według mnie taka sytuacja panuje wszędzie… Legionowo nie jest absolutnie wyjatkiem. Trzy tygodnie temu znaleźliśmy siedzące przy drodze z Raszyna do Dawid (sobota wieczorem) dwa małe pieski. Stan psiaków (brud, zapchlenie etc.) świadczył o tym, że już jakiś dłuższy czas się błąkają. Zabraliśmy je z drogi z myslą o tym, że zawieziemy je do schroniska… W niedzielę od rana obdzwoniliśmy wszystko co sie dało… schronisko Paluch, straż miejską, Fundacje…. i niestety nikt od nas nie chciał przyjąć psiaków… Ostatecznie zdecydowała się przyjąć je pod swoje skrzydła Fundacja Azylu pod psim Aniołem…. która finansuje zabiegi a psiaki, mimo, że mamy swoje dwa, zostały z nami do dzisiaj… socjalizują się, dochodzą do siebie… i szukamy dla nich stałych dobrych domków.

    Dopóki nie zostanie zmienione prawo, nie będzie nakazu obowiązkowego chipowania zwierząt, dopóki sterylizacja nie bedzie bezpłatna … niestety nic sie nie zmieni.
    Uważam, że Gminy zamiast wydawać olbrzymie sumy hyclom (z tego co wiem 250 zl za zwierzaka) za wyłapywanie zwierząt, które w większości są natychmiast usypiane przeznaczały te pieniądze na bezpłatne sterylizacje, na które normalnie ludzi nie stać… sytuacja diametralnie by się zmieniła… Ale po co ??? Nie ma empatii i nie ma chęci… bo to jest po prostu potworny biznes… !!!! Nikogo nie obchodzi los zwierząt … tylko KASA PRZERZUCANA Z KIESZENI DO KIESZENI…

  10. Problem jak widać dotyczy świadomości ludzi. Ani jeden ani drugi gość nie wiedzieli do kogo zadzwonić. Gdyby zadzwonili do Wieliszewa, na którego terenie byli, a nie Nowego Dworu sprawa pewnie swoją drogą byłaby załatwiona… Swoją drogą dyżurni służby w Nowym Dworze mogli by wykazać się większą wrażliwością i powiadomić policję w sąsiedniej gminie.

  11. Ludzie i Wy chodzicie do kosciola i swietych udajecie…Po tym jak traktujemy zwierzeta widac naszą ludzkosc,człowieczeństwo.Ludzie sa beznadziejni,coraz glupsi,coraz mniej przypominaja ludzi.

  12. Z doświadczenia wiem, że najlepszym sposobem jest poszukanie fundacji miałam już trzy takie przypadki i za każdym razem udało się uratować zwierzaki i znaleźć szczęśliwy dom. Miałam doświadczenie ze Strażą Miejską odsyłają od jednego do drugiego a jak poinformowałam, że jest to ich obowiązek to odpowiedzieli, że nie mają samochodu i najlepiej żebym psa zawiozła sama do schroniska.Podziękowałam, poszukałam fundacji i udało się. W dzisiejszych czasach w dobie internetu nie ma problem ze znalezieniem odpowiedniej organizacji na fb jest pełno ludzi zajmujących się bezdomnymi okaleczonymi zwierzętami minus jest tylko jeden, że często zwierzaka trzeba gdzieś dostarczyć ale myślę, że warto nadłożyć kawałek drogi żeby uratować życie zwierzaka. W ten sposób udało mi się uratowałam już dwa psy i dwa kocurki.

  13. Opisywałem podobną sytuację na FB. Ignorancja służb jest urzędników za to odpowiedzialnych jest przeogromna. Poniżej wklejam opis zdarzenia

    Proszę o udostępnienie tego postu gdzie się da bo to pokazuje jak działa u nas w Polsce służba publiczna i samorządy.

    Znajduje dzisiaj około godziny 20:30 pod “Żabką” w Jabłonnie kulejącą około roczną suczkę z obroża. Dzięki Pani w “Żabce” suczka dostała miske wody. Zabrałem ją do Klinki Legionowie legwet (http://www.legwet.pl/) aby sprawdzić czy nie ma zainstalowanego “chipa” niestety nie była zainstalowany. Miła pani w przychodni mówi, że oni nie mogą przyjąć psa i muszę zgłosić się do straży miejskiej w Legionowie (w Jabłonnie nie ma straży miejskiej i całe szczęście, mniej darmozjadów na kasie z gminy). I tu zaczyna się najlepsze. Jadę o 21:04 do straży miejskiej w Legionowie (przy komendzie policji), gdzie Gruby cham z nogami na krześle rozwalonymi nie raczący nawet wstać mówi mi, że teraz to ja mam problem, Oni się tym nie zajmują a po za tym to Było w Jabłonnie a nie w Legionowej (Szczyt wszystkiego, do czego oni są potrzebni!!!!?). Policja w Legionowie przy odległej o 2 metry od Lady Straży miejskiej twierdzi, że teraz ja jestem jego właścicielem i teraz to moje zmartwienie (następni chętni do pomocy ludzie którzy mają pomagać ludziom). Więc jadę na policję w Jabłonnie dzwoniąc do pani “Kowalik” (telefon uzyskany od straży miejskiej), która twierdząc, że ma umowę z urzędem ochrony środowiska chętnie przyjmie Psa, ale muszę zgłosić to przez policje w Jabłonnie. Na komendzie w Jabłonnie otrzymuje informację, że oni się takimi rzeczami nie zajmują i to mój problem. Do Pani Kowalik oni nie zadzwonią (ona ma umowę z Gminą a nie z Policją) i ona ma obowiązek przyjąć psa. Proponują mi również abym psa oddał do Gminy w dniu następnym.
    I teraz konkluzja pies znaleziony na ulicy jest traktowany przez instytucje publiczne jak zaraza i nikt nie chce się tym problemem zająć. Ze swoich źródeł wiem, że jak zgłosi to policja to Pani która ma umowę otrzyma prawie 3000 zła za przyjęcie tego psa do schroniska (To jakieś kuriozum) Ignorancja naszych władz Gminnych i brak regulacji w tych i innych kwestiach jest po prostu porażająca. Ale Pani która ma umowę na przejmowanie znalezionych zwierząt ma znajomków w radzie gminy i siedzi sobie takie doborowe towarzystwo darmozjadów na stołeczkach, tylko problemy nie chcą się Same rozwiązać. Generalnie spędziłem trzy godziny jeżdżąc od jednych władz publicznych do innych nie załatwiając nic.
    Pani Wójtowo, Panowie w ochronie środowiska i Radni. Chyba czas pożegnać się przy najbliższych wyborach ze stołkami i ustąpić je komuś z kompetencjami do tej pracy oraz większą ilością empatii.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

AntySPAM *

Back to top button
Close