Serock: Szokujące zachowanie weterynarza – list od czytelniczki

Fot. freeimages.com

Przychodząc do specjalisty mamy nadzieję, że pomoże nam i wykona określoną usługę. W przypadku, gdy ktoś sprzeda nam wadliwy produkt, gdy stół się chwieje, a w makaronie są robaki, wracamy do fachowca czy sklepu z reklamacją. Bywają jednak profesje, od których zależy zdrowie i życie naszych bliskich czy też domowych pupili. W tych przypadkach wyrządzone szkody bolą bardziej i mogą być nieodwracalne. Czy w takich sytuacjach jesteśmy bezbronni?

Poniżej publikujemy list czytelniczki, która opisała wizytę u jednego z weterynarzy, pracujących na terenie powiatu legionowskiego.

 

Jestem właścicielką kota o imieniu Bakuś. W dniu 31.07.2014 roku u mojego kota zauważyłam na ciele gulę, która podchodziła ropą. Tego dnia zadzwoniłam do Pani weterynarz, u której leczę Bakusia, jednak wizyta w tym dniu była niemożliwa.. Ponieważ przy każdej próbie dotknięcia tego miejsca kot ewidentnie wykazywał oznaki bólu, zmuszona byłam zadzwonić do innego lekarza. Chciałam mu tylko ulżyć – jak się później okazało skazałam kota na jeszcze większe cierpienie… gdyż osoba, która winna znać i przestrzegać kodeksu etyki lekarza weterynarii – w tym przypadku weterynarz z gminy Serock ………. skazał kota na cierpienie poprzez nacinanie już i tak bolącego ropnia bez podania jakiegokolwiek znieczulenia przy zabiegu tego typu.

Całą zaistniałą sytuację, jaka miała miejsce tamtego dnia w gabinecie weterynaryjnym chciałabym opisać, by przestrzec innych pacjentów przed takimi praktykami leczenia, jakie stosuje ten lekarz.

Ponieważ mąż wyjechał, a ja zostałam bez samochodu poprosiłam weterynarza, by przyjechał po mnie i zabrał mnie oraz mojego kota do swojego gabinetu w celu badania i ewentualnego zabiegu. W trakcie wywiadu powiedziałam, co dzieje się z kotem wspominając również o tym że zauważyłam, iż kot jest zarobaczony. Weterynarz na wstępie zaaplikował kotu tabletkę odrobaczającą po czym stwierdził, że kotu trzeba zrobić nacięcie na skórze w celu wyczyszczenia ropnia. Dodał, że zrobi to bez znieczulenia. Na moje pytanie dlaczego bez znieczulenia stwierdził, iż podał kotu środek odrobaczający, który kot po narkozie mógłby zwrócić. Zapewniał mnie jednocześnie bym się nie martwiła, gdyż kot nawet nie poczuje tego nacięcia. W tym momencie wziął bandaż i kazał mi kota przytrzymywać. On w tym czasie skrępował mu najpierw tylne łapy przywiązując je do końca stołu, a potem to samo zrobił z przednimi, napinając przy tym ciało Bakusia. To był ten pierwszy moment, kiedy spanikowałam prosząc go by jednak podał znieczulenie chociażby do miejscowe, że ja nawet za nie dopłacę. Sam fakt przywiązywania kota w taki sposób zaniepokoił mnie. Miałam wątpliwości, że może jednak zabieg jest bolesny. Weterynarz jednak uspokajał mnie tłumacząc, że to jest normalna praktyka przy tego typu zabiegach. Przekonywał też, że absolutnie kot tego nie poczuje. Wziął skalpel i zrobił nacięcie długości ok. 4 cm i głębokości na ok 1,5 cm. Chyba nie muszę opisywać cierpienia kota, który wił się z bólu miaucząc niemiłosiernie i próbując przy tym wydostać się z więzów! Znów zaczęłam błagać tego weterynarza o znieczulenie jednak wtedy on już stwierdził, że jest po wszystkim i mogę zapomnieć o ropniu. Płakałam z bezsilności trzymając Bakusia, który potwornie cierpiał miaucząc z bólu.

Jednak końcowym etapem bestialstwa, jaki zaprezentował ten doktor, było polanie na tę żywą ranę płynem, jakimś alkoholem. W tym momencie nie byłam w stanie już utrzymać kota. Zwierzę z bólu wyrwało przednie łapki z uwięzi. Rozpłakałam się. Na pomoc w „ujarzmieniu” kota przybiegła mama tego weterynarza, która przebywała w sąsiednim pomieszczeniu. Po wszystkim oddano mi Bakusia, który po chwili zwymiotował… tyle, że nie z narkozy a z bólu jaki musiał znieść przez praktyki tego lekarza weterynarii.

Odwożąc mnie i kota do domu podliczył swoją usługę na 100 zł, przy czym nie wystawił paragonu. Widząc mój stan jego jedynym usprawiedliwieniem było to, że mogę zapomnieć już o ropniu. Zalecenia po zabiegu? Zlecił wyrzucenie kołnierza, z którym Bakuś przyjechał na wizytę i by kot przebywał jak najwięcej na dworze. Dodam, że zupełnie odwrotnie do tego co powiedział lekarz do którego pojechałam na drugi dzień. Ten opatrzył ranę i podał antybiotyk.

/Dane autorki do wiadomości redakcji. Zachowano oryginalną pisownię listu./

Od redakcji

Sprawę zgłosiłam na policję przedstawiając całą zaistniałą sytuację z tamtego dnia, gdyż według mnie został naruszony czyn zabroniony z ustawy o ochronie zwierząt – mówi czytelniczka, która złożyła odpowiednie dokumenty w serockim komisariacie. W odpowiedzi otrzymała zawiadomienie, że Prokuratura Rejonowa w Legionowie umorzyła śledztwo w kierunku artykułu 35 Ustawy o Ochronie Zwierząt. Według czytelniczki, postępowanie weterynarza zostało zakwalifikowane jako wykroczenie z art. 17 (Zabiegi powodujące ból wykonuje się w znieczuleniu ogólnym albo miejscowym, z wyjątkiem tych zabiegów, które według zasad sztuki weterynaryjnej wykonuje się bez znieczulenia).

W piśmie, jakim otrzymała, nie ma jednak żadnej uwagi na temat odmowy wydania paragonu czy faktury za wykonaną usługę. Powstaje pytanie, czy policja zawiadomiła odpowiednie instytucje o tej sprawie i czy umknęło to uwadze prokuratury… Przypomnijmy o obowiązku zgłoszenia podejrzenia popełnienia czynu zabronionego. Niedopełnienie tego obowiązku również pociąga za sobą określone konsekwencje (Art.19 Postępowania Karnego).

Niestety należy także podkreślić, że większość spraw związanych ze znęcaniem się nad zwierzętami czy ich uśmiercaniem, jest w Polsce umarzana… Warto zwrócić uwagę, że nie ma na to przyzwolenia społecznego.

/iw/

10 razy komentowano artykuł "Serock: Szokujące zachowanie weterynarza – list od czytelniczki"

  1. KrzysztofZdeb | 09/10/2014, godz. 01:47 |

    poinformowany przez kolegę, że zostałem wywołany do odpowiedzi, chciałem poinformować, że niestety nie jestem w stanie czytać wszystkich artykułów pojawiających się w internecie, poza tym niekoniecznie wszystko, co związane ze zwierzętami rzuca mi się w oczu. Szanowny Pan/Pani gekon wysunął/ęła zbyt daleko idące domysły. Cieszę się, że jest choć jeden czytelnik moich wypocin
    Co do meritum sprawy: miejscowe znieczulenie kota do punkcji czy nacięcia ropnia nie ma sensu, ponieważ nie zadziała i przysporzy dodatkowych cierpień. w przypadku wystąpienia konieczności uspokojenia zwierzęcia raczej osobiście preferuję „poskramianie” farmakologiczne niż zakładanie podwójnego Nelsona. Muszę Państwu jednak powiedzieć, że na niektórych wydziałach jeszcze uczy się studentów „wywiązywania” zwierząt.
    przytoczony punkt art 17 dotyczy punkcji ropnia, która z zasady nie jest procedurą, przy której istnieje konieczność znieczulenia.

  2. Do Hopsia
    Otóż sytuacja tego dnia nie cierpiała zwłoki… Miałam do wyboru Kochańską ( z którą żyje w złych kontaktach) lub Witeszczaka! Byłam bez samochodu i bez klatki (bo takiej nie posiadam). Wybrałam drugą opcje! Już na miejscu pan szanowny weterynarz na wstępie zaaplikował kotu środek odrobaczający. Gdybym wiedziała że przez ten głupi środek on nie poda znieczulenia w życiu na to bym się nie zgodziła. Łatwo jej komuś mówić że jak ja mogłam na to pozwolić ale w momencie kiedy weterynarz zapewnia ciebie że „kot nie poczuje i zaraz będzie po ropniu” i mówi to z takim przekonaniem to mu a przynajmniej chcesz wierzyć!! Moje wyobrażenia na początku to były takie że natnie ropnia i po bólu – tak jak zapewniał! Ale tak nie było! Potem już było na wszystko za późno! Mógł podać tak jak prosiłam środek przeciwbólowy domiejscowy ale on się uparł że nie trzeba wciąż powtarzał po nacięciu „że już po wszystkim” a kot wił się z bólu! Koniec końcem polał to spirytusem! Cudem ten kot nie zszedł z tego świata! A wiesz co było już jak oddał mi kota w swojej czerwonej klatce? Kot zwymiotował tabletkę odrobaczającą ale wymiotował niestety z bólu jaki ten wet mu zafundował! A więc jego teoria się nie sprawdziła!!! a tylko naraził kota na zbędne cierpienia! Tak samo zapewne ten pan wet leczył psy w Krzyczkach i w Chrcynnie?

  3. Magdalena | 01/10/2014, godz. 20:20 |

    Dlatego też ja ze swoim piesiem jeżdżę do Legionowa bo tam traktują stworzenia lepiej niż niektórzy lekarze ludzi i nawet zwracają się do nich per człowieku. Swoją drogą też byłam u tego pana pierwszy i ostatni raz !Myślę, że właścicielka była w szoku ale ja zabrała bym swoje zwierzę gdybym zobaczyła krepowanie w taki sposób

  4. Krzysztof | 01/10/2014, godz. 16:35 |

    Rada dla właścicielki kota: całą sprawę NALEŻY ZGŁOSIĆ DO IZBY LEKARSKO-WETERYNARYJNEJ. Tam należy opisać sprawę. Izba powinna skierować do rzecznika odpowiedzialności zawodowej lekarzy wet. Jest duża szansa na uczciwe potraktowanie tego skandalicznego zdarzenia.

  5. ciekawe co ma do powiedzenia w tej sprawie pewien znany weterynarz co tak chętnie udziela się na „gazetowym” forum Legionowa i wali felietony na łamach papierowego wydania jednej z lokalnych gazet, czyżby zawodowa solidarność ?

  6. A ja po beznadziejnym leczeniu mojego psa w legionowskich klinikach, podjęłam decyzję, że będę korzystała z pomocy specjalistów weterynarzy. I tak trafiłam do [nazwa gabinetu weterynaryjnego – wymoderowano] w Warszawie, gdzie rozwiązano problemy skórne mojej suczki. Wizyta 120 zł, testy w ramach umowy z SGH za darmo zrobione w Niemczech , no i niezawodna wiedza pani doktor dermatolog. Uwierzcie mi, chciałabym trafić do takiego lekarza dla ludzi. Teraz umawiam się do specjalisty wet-a położnika i wierzę, że jego fachowość rozwiąże nasz problem. I tylko zastanawiam się, jak mogłam nie wpaść na pomysł szukania specjalisty.

  7. Dziwi mnie jedna rzecz w tej historii. Skoro właścicielka kota jeszcze przed zabiegiem miała wątpliwośći co do weterynarza i jego pracy, to dlaczego nie wzięła tegoż biednego kota pod pachę i nie wyszła z gabinetu? Tylko pozwoliła się znęcać nad zwierzakiem?

    Zapewne ta pani nie dałaby przeprowadzić takiego „zabiegu” na własnej skórze, więc czemu pozwoliła na takie działania względem swojego zwierzaka? Ropień ropniem, ale ludzie… Troszkę więcej asertywności. Weterynarz to nie wyrocznia, ani jezus chrystus na wrotkach. Nikt nie każe się nam zgadzać na wszystko, co zaproponuje. Nie odpowiadają nam metody leczenia – to dziękujemy i idziemy gdzie indziej. A nie pozwalamy robić, co mu się żywnie podoba, a potem płaczemy w mailach, że lekarz jest do czterech liter…

  8. Katarzyna | 30/09/2014, godz. 14:46 |

    Nie wystawił ten pseudo weterynarz paragonu?Należy sprawę zgłosić do urzędu skarbowego,tam wiedzą jak dalej postępować.Ropień miał mój królik,ale zachowanie weterynarza było zgoła odmienne.Nie wyraziłabym zgody na zabieg przeprowadzony w taki sposób.Widząc wiązanie kota po prostu zabrałabym zwierzaka i poszła do innego weterynarza,który zrobiłby zabieg chociaż w znieczuleniu miejscowym.Kot czuł ból i cierpiał .Choć pewnie niektórzy stwierdzą,że to tylko zwierzak…..odpowiedziałabym wtedy „idź człowieku zrób sobie to samo na żywca”.TAKICH WETERYNARZY OMIJAĆ Z DALEKA.

  9. Mama w pomieszczeniu obok…można się domyślić o jaki gabinet chodzi.

  10. gdzie to? co mi po wykropkowanym miejscu.. proszę o nazwę kliniki abym tam nigdy nie poszła!

Zostaw swój komentarz

E-mail nie będzie publikowany.


*

AntySPAM *