Legionowska wojna mediów. Poszło o ORMO

Kadr z filmu ORMO czuwa! Żródło: TVP

ORMO to nazwa znana starszym czytelnikom Legio24.pl doskonale. Znaczy ni mniej, ni więcej tylko Ochotnicze Rezerwy Milicji Obywatelskiej. Formacja stworzona przez komunistyczny aparat bezpieczeństwa w celu inwigilowania i późniejszej pacyfikacji obywateli przez innych obywateli. Dlaczego poświęcamy właśnie niej kolejny artykuł? Otóż o ORMO właśnie pokłóciły się redakcje dwóch legionowskich gazet – niezależnego tygodnika To i Owo oraz finansowanej przez należącą do miasta spółkę KZB – Gazety Miejscowej. To właśnie „Miejscowa” nazwała starszych ludzi ORMO-wcami i to tylko dlatego, że z zaciekawieniem przyglądali się realizacji miejskich inwestycji.

Artykuł „Miejscowej” zatytułowany „Spokojnie, ORMO czuwa!” wzbudził wiele kontrowersji. Pomijając już sam fakt nazwania starszych mieszkańców Legionowa ORMO-wcami, co zapewne wielu bardzo zabolało, bo w przeszłości miało do czynienia z tą formacją Milicji Obywatelskiej, to zdziwienie i oburzenie budzi także teza wysnuta przez dziennikarza tej finansowanej pośrednio z miejskich pieniędzy gazety, jakoby tylko legionowscy urzędnicy mieli prawo kontrolowania „urzędowych” inwestycji. Starszych mieszkańców i chyba w ogóle mieszkańców nie powinno to interesować. Redaktor tego propagandowego, miejskiego periodyku radzi także starszym osobom, które już swoje w życiu zrobiły, by lepiej zorganizowały sobie czas.

W obronie starszych mieszkańców miasta, nazwanych przez wylansowaną przez Smogorzewskiego Gazetę Miejscową ORMO-wcami, stanął najstarszy legionowski tygodnik Mazowieckie To i Owo. Wezwał on dziennikarzy Miejscowej aby „nie obrzucali ludzi epitetami i nie przyklejali im łatek”. Przy okazji opisując stan niektórych miejskich inwestycji pełnych – zdaniem dziennikarzy To i Owo – niedoróbek.

Wydawałoby się, że sprawa na tym się zakończy. „Miejscowa” przesadziła, powinna przeprosić i temat powinien być zamknięty. Tak się jednak nie stało…

Wydawana przez miejską spółkę „Miejscowa” zaatakowała To i Owo „w stylu Urbana”

Nie pozostając dłużną wobec uwag konkurencji, Gazeta Miejscowa w ostatnim numerze zaatakowała redakcję tygodnika To i Owo. Bynajmniej nie odniosła się do obrony starszych ludzi przed wyzwiskami. Atak na redakcję niezależnego tygodnika przeprowadzono w sposób przypominający lata minionej epoki PRL, widać bliskiej dziennikarzom gazety. Co więc, w odpowiedzi na apel o nieobrażanie ludzi, napisała „Miejscowa”? Ano między innymi to, że To i Owo bankrutuje, pracują w nim tylko dwie osoby, a redaktor naczelny już szuka sobie nowej pracy. Poza tym napisano jeszcze o sponsorach i wymyślanych na poczekaniu tematach artykułów, które potem należąca pośrednio do Urzędu Miasta Gazeta Miejscowa musi prostować. Kiedy w redakcji Legio24.pl przeczytaliśmy artykuł „Miejscowej”, bo lubimy czytać, co władza ma do przekazania obywatelom, przeżyliśmy prawdziwe deja vu…

Legio24 również pod ostrzałem

Mazowieckie To i Owo nie jest jedynym medium będącym „pod ostrzałem” obecnej ekipy rządzącej Legionowem. Niestety spotkało to także i naszą redakcję. Od początku 2015 roku dochodziły do nas informacje, jakoby Legio24.pl miało już kilka razy zbankrutować lub zostać przejęte. Plotki takie miały być rozpowszechniane przez osoby związane z legionowską władzą lub jej przychylne. Także nam wróżono rychły upadek. Jednak wbrew oczekiwaniom naszych adwersarzy, nie ma ku temu powodu. Legio24 jest obecnie niewielką, ale dobrze działającą firmą, która ma jeden cel – pisać prawdę o tym, co dzieje się w powiecie legionowskim i jego stolicy. Wbrew oczekiwaniom niektórych nie wybieramy się również na emigrację i zamierzamy kontynuować nasze dzieło, które właśnie teraz, jak nigdy dotąd wydaje się być potrzebne lokalnej społeczności. Nie powiedzieliśmy także ostatniego słowa. Liczymy, że nasi koledzy z Mazowieckiego To i Owo także nie poddadzą się zalewowi hejtu uprawnianego w sposób coraz bardziej oficjalny i będziemy mieli okazję przeczytać jeszcze nie jeden interesujący artykuł odsłaniający kulisy sprawowania władzy w Legionowie.

Redaktorom z Gazety Miejscowej, atakującym To i Owo oraz plotkarzom rozsiewającym plotki o Legio24 możemy powiedzieć tylko jedno. Za dwa i pół roku będą kolejne wybory do samorządu. Nie macie żadnej gwarancji, że po raz kolejny wygra je ta sama ekipa. Być może to Wasze istnienie będzie wtedy zagrożone?

/Jarosław Malinowski/

5 razy komentowano artykuł "Legionowska wojna mediów. Poszło o ORMO"

  1. Przy tej Miejscowej, Super Express i Fakt wyglądają jak rzetelne, opiniotwórcze ze smakiem redagowane tytuły.

  2. podobno w teraźniejszych czasach donosicieli, szpiclów, donosów jest wielokrotnie więcej niż za czasów PRL-u, za czasów PRL tych złych czasów wg. IPN w ciągu roku SB zakładało ok. tysiąca podsłuchów, a za tych dobrych czasów (ostatnie lata) jest ponad 2 miliony 300 tysięcy, donosów do Urzędów Skarbowych jest najwięcej w całej Unii Europejskiej …wszystko to tak po katolicku i dobroci …Polak do Polaka z powyższego wynika odnosi się z „dużą dozą życzliwości”?

  3. Z czystej ciekawości zajrzałem na portal Miejscowej. Z taką pogardą z jaką piszą o mieszkańcach którzy nie zgadzają się na budowę bloku nie spotkałem się już dawno.
    Taka nagonka i retoryka przypomina czasy PRL kiedy to siepacze na usługach władzy tworzyli podobne „dzieła” piętnujące niewygodnych i niepokornych
    Co się jeszcze rzuca w oczy to brak jakichkolwiek problematycznych tematów. W innych gazetach aż huczy od różnych niewygodnych dla władzy tematów.
    To samo z postami od czytelników.
    W tej tak „rzetelnej” gazecie nie ma prawa pojawić się żaden głos krytyki
    Kiedyś, kilka razy próbowałem skomentować kilka artykułów, żaden z moich postów nie ujrzał światła dziennego.

  4. Miejscowa nie potrafi przełknąć też mojego komentarza, więc skomentuję tu. Autorka tekstu, Pani Anna krytykuje TiO na czym świat stoi, sama robiąc dokładnie to samo o co posadza ich redakcje, w swoim tekscie. Nie bierze pod uwagę faktu, ze naczelny TiO nie ucieka „z tonącego statku”, tylko mu podziekowano. A rozsyłanie CV nazywa „rozpaczliwym”. Najwidoczniej Pani Anna nie musiała rozsylac nigdy swojego CV.

  5. Wstyd, kilku opłaconych klakierów miesza z błotem mieszkańców tylko dlatego że tym ostatnim zachciało coś zrobić i się kontrolować miejskie inwestycje.
    To samo jest na każdym portalu internetowym, wystarczy jeden krytyczny post i rusza lawina agresji
    A wszystko to przy milczącym przyzwoleniu większości mieszkańców którzy to miasto traktują jedynie jak sypialnię

Zostaw swój komentarz

E-mail nie będzie publikowany.


*

AntySPAM *