Legio Pomagam: 620 gram szczęścia urodzonych w domu – rehabilitacja Patryczka

Patryk potrzebuje rehabilitacji - wesprzyj zbiórkę

Mam na imię Patryk, moje przyjście na świat 16 grudnia 2015 r. około godziny 19 było dla wielu osób, a szczególnie dla mamy traumatycznym przeżyciem i bardzo trudnym doświadczeniem.

Mój pobyt w brzuszku od początku był zagrożony. Od 2 miesiąca ciąży mama musiała leżeć i się oszczędzać, w tym czasie rozrabiałem rozwijając się przy tym prawidłowo. Pod koniec 6 miesiąca ciąży zdecydowałem, że chcę zobaczyć świat. Urodziłem się bardzo szybko, w domu, w łóżku mamy w całym woku owodniowym, mówi się na to „w czepku urodzony” Od samego początku miałem dużo szczęścia. Najpierw mama masowała moje serduszko płacząc i krzycząc „synku oddychaj”.

Później przyjechali ludzie w pomarańczowych strojach, którzy pomimo braku właściwego sprzętu (byłem zbyt malutki) zrobili wszystko co mogli i ratowali moje życie. O godzinie 19:31 przybył drugi zespół karetki N (neonatologicznej) stwierdzając u mnie skrajnie ciężki stan, byłem wentylowany ponieważ nie można mnie było zaintubować. Zespół karetki N stwierdził znaczną niedojrzałość , zaintubował mnie, już wtedy miałem sinicę kończyn dolnych. Miła Pani owinęła mnie czymś dziwnym i wyniosła z domu. Za mną w ciężkim stanie niesiona była moja mama. Umieszczony zostałem w inkubatorze, cierpiałem, nie widziałem co się dzieje. Podczas transportu nie było przy mnie mamy, nie mogłem nawet płakać, byłem sam w stanie skrajnie ciężkim.

Przyjęto mnie do szpitala, ależ tam narobiłem zamieszania. Stwierdzono u mnie znaczne oziębienie powłok skórnych, temp. 31,4 C, zaznaczony wysiłek oddechowy, znaczna bladość powłok skórnych, sinica kończyn dolnych, tkanka podskórna bardzo słabo rozwinięta. Nie otrzymałem punktów Apgar, ponieważ nie było lekarza przy moim porodzie, bo przecież wtedy uratowała mnie moja mama.

Podczas pobytu w szpitalu:
– w 21 dobie życia poddany zostałem operacji zamknięcia przewodu Botalla,
– w 92 dobie życia przeprowadzono operację obustronnych przepuklin pachwinowych,
– 97 dobie życia wykryto u mnie dość duży guz pod lewą gałką oczną, po wielu badaniach okazało się, że jest to naczyniak, ale byłem w takim złym stanie, że wtedy jeszcze nie można go było leczyć,
– przeszedłem trzy zabiegi podaży Lucentis, aby ratować mój wzrok.

W szpitalu byłem 190 dni , pod opieką mamy i wspaniałych ludzi, którym zawdzięczam życie. Dziękuję im z całego serduszka.

Rozpoznanie:
– wcześniactwo 24 t.c.,
– skrajnie mała masa urodzeniowa 620 gram,
– zespół zaburzeń oddychania,
– rozedma śródmiąższowa,
– zapalenie płuc,
– dysplazja oskrzelowo – płucna,
– niewydolność krążenia,
– PDA stan po ligacji chirurgicznej,
– hipernatremia,
– niedokrwistość.

23 czerwca 2016 r. wspaniały wyczekiwany dzień, mama i siostrzyczka zabierają mnie do domu, ależ to były emocje, patrzyłem na mamę, raz się śmiała, raz płakała, mówiła coś, że bardzo się boi.

Nasze szczęście nie trwało długo, 31 lipca 2016 r. trafiłem do Centrum Zdrowia Dziecka na zabieg laseroterapii, aby ratować mój wzrok. We wrześniu, ponownie byłem w szpitalu, miałem problemy z oddychaniem byłem tam około 3 tygodni.
Styczeń 2017 r. mama ze łzami w oczach jedzie ze mną do szpitala, męczyłem się, nie mogłem oddychać. Mój stan jest ciężki, nie pomaga tlen, sprawiam dużo problemów bo moje żyły są bardzo słabe, mam dużo zrostów od wenflonów. Trafiam pod respirator, kolejny raz lekarze robią wszystko, aby mnie ratować. Mamusia i ja mamy zapalenie płuc.

Kochani,

tak w wielkim skrócie wyglądał mój pierwszy rok życia, tyle sytuacji, gdy wydawało się, że nie mam szans, że to już koniec. Żyję i chcę żyć, dlatego bardzo proszę Was o wsparcie, o pomoc.

Od listopada 2016r. zostałem zaliczony do osób niepełnosprawnych. Posiadam orzeczenie i niepełnosprawności ze wszystkimi wskazaniami. Mam bardzo słabą odporność ze względu na dysplazję oskrzelowo – płucną. Muszę być pod stałą opieką mamy, dlatego mama po okresie macierzyńskim musiała zrezygnować z pracy.

Ze względu na silne napięcie mięśniowe w dolnych kończynach wymagam stałej rehabilitacji. Bardzo chciałbym chodzić, ale wiem, że w moim przypadku zajmie to wiele lat trudnej i żmudnej pracy zarówno mamy, jak i rehabilitantów. Koszt miesięczny samej tylko rehabilitacji to około 1000 zł, a muszę mieć tę rehabilitację co najmniej 5 lat. Czy potem będzie lepiej? Chcę wierzyć, że tak, ale sami nie damy rady, dlatego bardzo proszę Was o pomoc.

Każdy grosz przekazany na moje leczenie i rehabilitację, jest dla mnie na wagę złota.

Będziemy z mamą wdzięczni za najdrobniejszy gest życzliwości i wsparcia.

Przeżyłem już wiele, za kilka dni czeka mnie kolejna operacja. Trzymajcie kciuki, bym wytrzymał oddechowo. Pragnę przeżyć jeszcze więcej, pragnę być zdrowym, szczęśliwym dzieckiem. Pomóżcie, proszę mnie i mojej mamusi zrealizować nasze marzenia.

Kliknij tu i wesprzyj Patryka!

Bądź pierwszą osobą, która skomentuje artykuł "Legio Pomagam: 620 gram szczęścia urodzonych w domu – rehabilitacja Patryczka"

Zostaw swój komentarz

E-mail nie będzie publikowany.


*