Czytelnicy piszą: Powyborczy komentarz „Wesoły Romek rządzi”

Ratusz w Legionowie. Fot. arch. Legio24

Pytają mnie rozmaici znajomi z całej Polski jak to możliwe, że mimo ciągnących się za nim podejrzeń, zarzutów, mimo niedawnej kompromitacji, po których został antybohaterem ogólnopolskich mediów, Roman Smogorzewski zdobył w wyborach samorządowych tak duże poparcie. Sam się dziwię i nie do końca rozumiem…

Z jednej strony wygrał człowiek, który dla miasta zrobił dużo. Tego nie sposób zanegować. W porównaniu z innymi pogrążonymi w marazmie podwarszawskimi miastami i miasteczkami, w Legionowie jednak dzieje się sporo. Miasto, choć nigdy nie będzie piękne, jest, także dzięki inwestycjom, lepszym i przyjemniejszym miejscem do mieszkania, niż było przed nastaniem „ery Smogorzewskiego”. Pal sześć, że zdarzyło się za czasów jego kadencji także wiele zaniedbań, niewykorzystanych szans… Pal sześć, że prezydent wprowadził w mieście system swoistej autokratycznej oligarchii. Pal sześć, że uwierzył zdaje się w swą mesjańską moc…

Rozumiem, że nie bacząc na to wszystko, większość mieszkańców skłonna była udzielić prezydentowi wotum zaufania. Wszak miasto, które projektowane było jako „sypialnia Warszawy” zmieniło się za jego rządów w „sypialnię” ciut lepiej urządzoną, w dodatku rozbudowaną o kilka aneksów wychodzących poza sypialną funkcję.

Rzecz w tym, że prezydent Roman Smogorzewski, choć i owszem, zrobił wiele dla Legionowa, to jeszcze więcej zrobił przy okazji dla siebie, dla swego politycznego zaplecza i tych, których poparcie było mu potrzebne. Zrobił ogromny majątek na handlu nieruchomościami, z których część kupował na komorniczych licytacjach, czerpie niebagatelne zyski z wynajmu lokalu nabytego zresztą od prezesa spółdzielni mieszkaniowej – Szymona Rosiaka „do spółki” z jego rodziną. Być może w podzięce „dozwala” prezesowi na stawianie bloków, gdzie się tylko da. Co z tego? Ano nic. Każdemu wszak wolno uczciwie się wzbogacić i zarobić te marne 6 milionów złotych. Tyle, że wokół interesów prezydenta jest jednak wiele niejasności, podejrzeń o działania na granicy prawa, o zwykłej elegancji nie wspominając. W dodatku prezydent nie raz dokonał wzorcowej autokompromitacji, a to paradując po bokserskim ringu w stanie wyraźnie wskazującym na spożycie, a to sypiąc seksistowskimi żarcikami.

I mimo to zdobył w wyborach bezwzględne poparcie. Wygląda na to, że długofalowa polityka sączenia w umysły mieszkańców propagandy sukcesu i dyskredytowaniu odmiennych koncepcji odniosła skutek – po prostu bardziej opłaca się być posłusznym. Z drugiej strony zadziałał też lęk przed nowym. Wszak Ratusz i podległe mu jednostki to największy pracodawca w mieście. A w miejscach, gdzie tak jest łatwo o stan inercji „Po coś zmieniać, skoro nie jest źle? Przyjdzie ktoś nowy, wszystkich zwolni i weźmie swoich” – to staje się mentalnym stanem, polską normą, podyktowaną praktyką politycznych „dobrych” i „niedobrych” zmian” na każdym szczeblu władzy. Podobnie myślą, choćby lekceważeni wcześniej emeryci: „Tyle dostaliśmy – park, tężnię, wieczorki taneczne. Przyjdzie ktoś inny i nam to zabierze”. To dowód, że legionowianie nie czują się gospodarzami w swoim mieście, prezydent zdołał mieszkańców przekonać, że to on i tylko on rozdaje profity. Obywatel nie jest w mieście suwerenem, ale petentem, któremu prezydent coś da albo nie. Wypisz, wymaluj – relacje jak między dziedzicem a chłopem pańszczyźnianym.

W tym mentalnym przewartościowaniu rozpuściły się wartości i etosy. To, że prezydent wzbogacił się działając być może na granicy prawa, że naginał zasady etyczne, nie ma już znaczenia. „Przyjdzie nowy i najpierw będzie się musiał nachapać, zanim cokolwiek zrobi”. To, że ktoś może dbać przede wszystkim o dobro wspólne, nie licząc na osobisty zysk, tak pojmować służbę społeczną, nie mieści się powoli w głowie, staje się jakąś aberracją, wręcz patologią. Ktoś, kto zdobywa majątek, w jakikolwiek sposób, choćby i moralnie wątpliwy, a przy tym nie daje się złapać na żadnym przekręcie staje się w oczach bliźnich bohaterem – ot taki, lepszy cwaniak, którego większość podziwia.

Jeśli przyjąć, że politycy są w pewnej mierze emanacją społeczeństwa, to mamy właśnie takiego prezydenta, na jakiego zasłużyliśmy i jacy sami jesteśmy. Jest ten wybór zatem logiczną konsekwencją obniżenia standardów, kryzysu etycznych norm, a przy okazji i kulturowych wzorców – okazało się, że w mieście dominacji festyniarskiej kultury disco polo rubaszny, nie stroniący od kieliszka prezydent rzucający dowcipasami z podtekstem to po prostu „swój chłop”.

Smogorzewski lubił przy tym zgodnie z własnym mesjańskim przeświadczeniem przekonywać, że skoro nie on, to kto? Że jeśli mieszkańcy nie wybiorą jego, to miasto weźmie PiS i przyłączy do stolicy. Sam tłumacząc się w lokalnej telewizji z wyborczej hucpy, przekonywał, że ci, którzy chcą go zniszczyć to „układ”, „elita”, „warszawka”. Przecież to się idealnie wpisuje w pisowską retorykę, wręcz całe zdania brzmiały jak żywcem wyjęte z przemówień Kaczyńskiego. Takiego „swojskiego” Smogorzewskiego, PiS powinien przyjąć z otwartymi ramionami…

Tak więc w sumie w Legionowie bez zmian…

/Wojtek Kałużyński/

3 razy komentowano artykuł "Czytelnicy piszą: Powyborczy komentarz „Wesoły Romek rządzi”"

  1. A propos bezkolizyjnych przepraw przez tory Jaktorów mała bo zaledwie 5 tysięczna miejscowość na zmodernizowanej trasie Warszawa- Łódź. Tu kolej zbudowała tunel dla samochodów osobowych, podziemne przejście przez tory dla mieszkańców i wiadukt dla większych pojazdów . Tak to wszystko w 5 tysięcznej miejscowości, w innych mniejszych miejscowościach podobnie.
    To co zrobiono w 55 tysięcznym Legionowie pozostawię bez komentarza

  2. Warto pojechać do Gąsocina, na wsi mają 2 tunele, zaraz obok wiadukt nad samą trasą kolejową co przecina Legionowo, nawet w niedalekim Kałęczynie jest wiadukt, do którego prowadzi droga gruntowa. A więc można rozwiązać temat przepraw przez tory. A w Legionowie bez komentarza.

  3. Dariusz Nowak | 26/10/2018, godz. 10:46 |

    Pozwolę się nie zgodzić, o jakim rozwoju Legionowa mówimy skoro z miasta sypialni Legionowo awansowało na miano Mega sypialni z okrojoną do minimum infrastrukturą. Inne podwarszawskie miasta powoli ale jednak się rozwijają, w Legionowie robi się wszystko aby to miasto maksymalnie dogęścić, kosztem terenów zielonych które znikają w zastraszającym tempie. Zmienia się plany zagospodarowania przestrzennego zezwalając na powstawanie budynków wielorodzinnych na mikroskopijnych działkach. Sieć dróg, szkoły, przedszkola, rozwój infrastruktury nie nadąża za napływem nowych mieszkańców. Mamy więc zatłoczone szkoły, brak miejsc w jedynym na całe miasto miejskim żłobku, mamy zakorkowane praktycznie wszystkie drogi w mieście bo brak współpracy z koleją spowodował że części miasta zostały podzielone z trudnymi do przejechania torami. Cały problem tkwi w tym że założono że to właśnie mieszkańcy mają ze swoich podatków utrzymywać miasto, to niestety się nie sprawdza bo czym więcej mieszkańców tym więcej problemów

Zostaw swój komentarz

E-mail nie będzie publikowany.


*

AntySPAM *